Ogień dla nas i całego świata - wywiad przed rekolekcjami w Krakowie

Ksiądz Mario Cornioli będzie gościem rekolekcji w krakowskich Łagiewnikach 11 marca 2017 roku.

Małgorzata Gadomska: Światowe Dni Młodzieży pokazały nam ludzką różnorodność i inność, na którą zawsze jest miejsce w Kościele. Rekolekcje „Ogień dla nas i całego świata”, których Ksiądz będzie gościem 11 marca, goszcząc duchownych z różnych stron świata, starają się to kontynuować. Księdza korzenie są w Kościele włoskim, ale od lat pracuje ksiądz na niełatwej misji w zupełnie innym kontekście niż europejski.

Ksiądz Mario Cornioli: Tak, w 2002 roku zostałem wyświęcony dla diecezji Fiesole (w Toskanii) i jako że moja parafia miała program partnerstwa z Betlejem, zacząłem odwiedzać Ziemię Świętą i odkryłem, że to nie tylko kościoły czy wykopaliska archeologiczne, ale że jest tam również wiele małych wspólnot chrześcijańskich („żywych kamieni”, jak lubimy je nazywać), które codziennie cierpią, a mimo to trwają tam, by bronić miejsc świętych swoją obecnością i modlitwą. Są potomkami pierwszych chrześcijan, którzy żyli obok Pana Jezusa i którzy poprzez ich świadectwo z pokolenia na pokolenie przekazywali nam wiarę.

Wziąłem sobie do serca ich cierpienie i usłyszałem krzyk bólu i desperacji tego ludu, opuszczonego przez potężnych tego świata, ale także przez braci chrześcijan z całego świata. Mój biskup wysłał mnie do Jerozolimy, abym współpracował z Łacińskim Patriarchą Jerozolimy w tej niełatwej misji obrony, strzeżenia i podtrzymywania obecności chrześcijaństwa w miejscu, w którym się ono narodziło.

Czego ksiądz dowiedział się w tym czasie o najbardziej palących problemach Bliskiego Wschodu, a czego nigdy nie dowiemy się z mediów?

W ciągu tych lat mojej obecności na Bliskim Wschodzie zdałem sobie sprawę, że media z całego świata nie przekazują prawdziwej historii, o tym co naprawdę dzieje się tam na co dzień. Jest to wielki problem, ponieważ bez prawdy nigdy nie będzie sprawiedliwości, a bez sprawiedliwości nigdy nie będzie pokoju. Zdaliśmy sobie sprawę, że media ponoszą ogromną odpowiedzialność za to, co dzieje się w Ziemi Świętej. Ja także, przed przyjazdem do Jerozolimy, myślałem tak samo: miałem zupełnie inny obraz tych miejsc i tego konfliktu. Potem, kiedy fizycznie się przeprowadzasz na te tereny, rozumiesz, że sprawy nie mają się tak, jak podają gazety czy telewizje. Przemierzając te drogi i poznając ludzi, widzisz i rozumiesz wiele rzeczy, o których nikt ci nigdy nie opowie. Jeśli ktoś tutaj nie przyjedzie i nie zobaczy muru, nie zrozumie niesprawiedliwości, jaką powoduje to narzędzie podziału i odseparowania. Wiadomości, że mur zbudowany w dolinie Cremisan pozbawił ziemi 52 chrześcijańskie rodziny z parafii Betjala i zniszczył ich przyszłość, nigdy nie przeczytacie w gazetach, ale dla nas ci ludzie mają imiona i twarze, i nie możemy pozostać obojętni wobec ich łez rozpaczy i gniewu. Jeżeli ktoś tutaj nie przyjedzie i nie zobaczy, co to jest nielegalne osiedle zbudowane na ziemi palestyńskiej, nigdy nie zrozumie, że to jedna z głównych przeszkód do osiągnięcia pokoju. O tym i o wielu innych rzeczach media nigdy nas nie informują!

Jak w tym tyglu problemów wygląda życie przeciętnego mieszkańca Jordanii, Izraela, Strefy Gazy?

Normalne życie tych ludzi jest bardzo zróżnicowane w zależności od tego, gdzie mieszkają. Jeżeli żyją w wielkim więzieniu, jakim jest Gaza, warunki są naprawdę fatalne, bo życie tam jest bardzo trudne. Właśnie niedawno odwiedziłem małą wspólnotę chrześcijan w Strefie Gazy i widziałem wiele rozpaczy i nadal wiele ruin po ostatnich bombardowaniach, a powiedziano mi, że czekają na kolejne… To nieludzkie żyć w ten sposób!

Jeżeli mieszkasz w Palestynie jest równie fatalnie. Nie ma bombardowań, jak w Gazie, ale życie jest tak samo ciężkie z powodu okupacji i muru, który powoduje ogromne trudności w swobodnym przemieszczaniu się ludzi i łamanie podstawowych praw człowieka.

Życie w Izraelu i Jordanii jest znacznie prostsze. Nie ma szczególnych problemów, a przede wszystkim możesz się poruszać swobodnie i żyć swoim życiem. To właśnie jest ta ogromna różnica: całkowity brak wolności z jednej strony oraz duża swoboda przemieszczania się i robienia, co się chce - z drugiej.

Co daje obecność misjonarza? Czy wielu świeckich wolontariuszy i misjonarzy decyduje się na dłuższy pobyt w tym rejonie?

Obecność misjonarzy z innych części świata może wiele dać w tej sytuacji. W ostatnich latach zbudowaliśmy wiele mostów braterstwa i dialogu, przede wszystkim z Włochami, ale także z wieloma osobami ze świata judaistycznego i muzułmańskiego, z którymi zaprzyjaźniliśmy się. Mosty przyjaźni i braterskich relacji mogą przyczynić się do odtworzenia klimatu zaufania, niezbędnego dla zbudowania prawdziwego pokoju.

Zwykli ludzie pragną pokoju i chcą żyć w pokoju, i pogodzie ducha. To jednak interesy ekonomiczne rozstrzygają o podejmowanych decyzjach i o przyszłości tych ziem. Konflikt bardziej się opłaca niż pokój. Musimy znaleźć sposób, żeby pokój przynosił więcej zysku niż konflikt, a wtedy już jutro nastanie pokój!

Owszem, jest wielu młodych ludzi, którzy przyjeżdżają tu, by podarować swój czas dla Ziemi Świętej. Wielu z nich służy w naszych dziełach miłosierdzia, które jako Kościół tworzymy od wielu lat. Ich obecność jest ważna, żeby nie powiedzieć, wręcz fundamentalna. Pomagają nam bardzo, a po powrocie do swoich krajów mogą zostać ambasadorami pokoju.

Czy ksiądz wspiera także inne społeczności, nie tylko chrześcijan? Czy muzułmanie i żydzi również korzystają z księdza obecności?

Moja obecność i posługa w Kościele Ziemi Świętej przede wszystkim jest posługą braciom i siostrom chrześcijanom. Nasi chrześcijanie to Palestyńczycy. Dzielą oni swoje nieliczne radości i wiele cierpień życia codziennego z braćmi muzułmanami. Z tego powodu nasza pomoc skierowana jest tak naprawdę do WSZYSTKICH.

Na przykład, kiedy pomagamy naszym szkołom, które generalnie są najlepsze w Palestynie, pomagamy również bezpośrednio wszystkim dzieciom muzułmańskim, które do nich uczęszczają. Wystarczy pomyśleć, że w Gazie, gdzie do trzech naszych chrześcijańskich szkół uczęszcza ponad trzy tysiące uczniów, muzułmanie stanowią 95% z nich, ponieważ chrześcijanie to około 1200 osób spośród prawie dwumilionowej ludności!

Osobiście mam pod opieką mały dom rodzinny dla niepełnosprawnych o nazwie HOGAR NINO DIOS, w którym obecnie jest 29 dzieci i nastolatków. Większość z nich to muzułmanie. Kiedy trzeba pomóc i uratować dziecko, nie sposób patrzeć na to, czy jest ono chrześcijaninem, muzułmaninem czy żydem. Jest dzieckiem Bożym, które potrzebuje pomocy i miłości.

Ksiądz opiekuje się wspólnotą chrześcijan w Jordanii – kraju, gdzie Jezus przyjął chrzest z rąk Jana Chrzciciela. Teraz chrześcijanie są tam mniejszością, a Jordania to mozaika kultur i wyznań. Jak duża jest społeczność chrześcijańska? Czy żyją w zgodzie z braćmi muzułmanami i jak wygląda codzienność z nimi?

Jordania jest niezwykłym państwem z punktu widzenia gościnności. Już od 1948 roku nie zamknęła swoich drzwi przed żadnym Palestyńczykiem Po Palestyńczykach przybyli Irakijczycy w 2003, później Syryjczycy w 2011, a następnie znowu Irakijczycy w 2014, wygnani przez ISIS. Podobnie było w przypadku wielu innych uchodźców, w większości z Somalii i Sudanu. To długa historia gościnności kraju z małymi zasobami naturalnymi, ale z ogromnymi zasobami ludzkimi. Gościnne serce Jordańczyków – chrześcijan i muzułmanów – pozwoliło ich krajowi osiągnąć zadziwiające liczby. Wystarczy pomyśleć, że do dzisiaj jest tam około trzech milionów uchodźców na około dziewięć milionów mieszkańców. To tak jakby w Polsce na około 39 milionów mieszkańców przypadało około 13 milionów uchodźców! Nie wiem, ilu macie uchodźców w Polsce, ale wydaje mi się, że znacznie mniej. Dlatego Jordania, wraz z Libanem, powinny być podziwiane i wspomagane, ponieważ dźwigają na swoich barkach dramat uchodźców zmuszonych do opuszczenia swoich ziem.

Wspólnota chrześcijan jest bardzo nieliczna, ale mocno obecna i wkomponowana w wielką jordańską mozaikę. Jest ona bardzo szanowaną i ważną częścią społeczeństwa. Jednak i oni cierpią z powodu problemów gospodarczych, nękających ten kraj i wielu młodych myśli o emigracji, ponieważ nie mogą znaleźć pracy. Musimy im pomagać, by mogli pozostać, otaczając opieką duszpasterską opartą na duchowości, ale także wspierającą w kwestiach pracy i domu, szczególnie młodych, którzy są najbardziej narażeni.

Jak towarzyszyć komuś, kto stracił wszystko podczas wojny: bliskich, dom, nadzieje? W jaki sposób człowiek może wygrać z wojną?

Bardzo trudno jest być blisko i znaleźć słowa, aby pocieszać i towarzyszyć tym, którzy stracili wszystko. Myślę, że jedynym sposobem, jaki ku temu mamy, jest stanięcie obok takiego człowieka w ciszy, aby odczuł ciepło Bożej Miłości. Ta obecność oraz droga przemierzana razem może powiedzieć o wiele więcej niż dużo słów. Może powiedzieć temu, kto przeżył te dramatyczne doświadczenia, że Bóg go całkiem nie opuścił i, że mimo wszystko można na nowo wyruszyć, znowu zacząć nowe życie. Ludzie bardzo doceniają konkretną i dyskretną obecność.

Pracuję od około dwóch lat w Jordanii z irackimi uchodźcami wygnanymi z Mosulu i z wiosek z równiny Niniwa. To ludzie, którzy stracili wszystko, ale nie wiarę! Wręcz przeciwnie, ich wiara się wzmocniła i to ona pozwala temu nadzwyczajnemu ludowi nadal tu trwać i zabliźniać się wojennym ranom.

Czy może ksiądz opowiedzieć historię projektu RAFEDÌN i wyjątkowego ornatu – prezentu dla Ojca Świętego Franciszka?

Historia RAFEDÌN zrodziła się z pragnienia niesienia pomocy naszym braciom, chrześcijańskim uchodźcom w Jordanii, aby przetrwali w godny sposób. Zauważyliśmy, że szczególnie ludzie młodzi spędzają cały dzień w domu, nic nie robiąc. Kilka z moich przyjaciółek z Włoch, pracujących w świecie mody, zgłosiło się zatem, żeby przyjechać tutaj i uczyć dziewczęta sztuki szycia. Otworzyliśmy małe atelier mody, które dzisiaj zatrudnia 15 dziewczyn z Iraku i które produkuje sukienki i inne kreacje ze wspaniałych, kolorowych tkanin orientalnych, skrojonych i uszytych według zachodnich gustów. To opowieść o cudzie, od którego początku 25 lutego minie rok. Dzięki niemu nasze młode Irakijki mogły dać się poznać przede wszystkim we Włoszech, ale także w innych częściach świata, w tym w Watykanie.

W maju zeszłego roku, bowiem, dziewczyny uszyły przepiękny ornat dla papieża Franciszka i przez Nuncjaturę Apostolską wysłały go razem z listem, w którym opowiadają o swoim cierpieniu i proszą Jego Świątobliwość o modlitwę za ich kraj.

Spotkanie w Łagiewnikach 11 marca będzie poświęcone darowi wiedzy i umiejętności. Co ksiądz jako misjonarz na Bliskim Wschodzie otrzymuje w tym darze Ducha Świętego?

Jestem naprawdę szczęśliwy, że będę mógł przyjechać do Polski, żeby opowiedzieć o cudach łaski, które Duch Święty sprawia w moim życiu i przez to również w życiu tak wielu ludzi, a przede wszystkim cieszę się z tego, że mogę być głosem tych, którzy głosu już nie mają.

Każdy z nas jest prostym narzędziem w rękach Boga, a jeśli oddajemy nasze życie Jemu do dyspozycji, Duch Święty będzie „przeszczęśliwy”, budując królestwo Boże w bardzo twórczy sposób.

Jeżeli dar wiedzy pozwala nam dogłębnie poznawać rzeczy, dostrzegać w nich ślady Boga i pozwala nam otworzyć serca na prawdę stworzenia, to jeśli o mnie chodzi, przez te lata, Duch Święty nauczył mnie spoglądać na ten świat innymi oczami.

Pomógł mi spojrzeć na konflikt i na jego strony już nie jak na wrogów, ale jak na braci i siostry, którzy potrzebują odnaleźć swoje człowieczeństwo i odbudować braterstwo.

Pomógł mi spojrzeć na drugiego, innego ode mnie, uchodźcę – samymi oczami Boga, a kiedy patrzysz na drugiego człowieka oczami Boga, wszystko się zmienia i twoje życie również się przemienia. Nie boisz się już kogoś obcego, bo nie widzisz w nim już wroga, który przychodzi, żeby ci coś ukraść, ale brata, który potrzebuje być kochany i któremu trzeba pomóc. Niech Duch Święty nadal oświeca nasze oczy i serca!

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama