Czego Kościół może się nauczyć ze sprawy McCarricka?

Nauka dla Kościoła, płynąca ze sprawy byłego kardynała amerykańskiego Theodore'a McCarricka, jest treścią artykułu ks. Federico Lombardiego, który ukaże się w pierwszym w tym roku numerze wpływowego włoskiego dwutygodnika jezuickiego „La Civiltà Cattolica”.

Były dyrektor Biura Prasowego Radia Watykańskiego zatytułował swe rozważania „Raport nt. McCarricka. Szukać prawdy, aby się nawrócić”, wskazując na główne wskazówki i zalecenia ogłoszonego przez Kongregację Nauki Wiary Vademecum nt. przestępstw seksualnych, popełnionych na nieletnich przez ludzi Kościoła.

W centrum zarówno samego problemu, jak i raportu leżą dane o seksualnych zachowaniach byłego już kardynała amerykańskiego, które – jak pisze autor – niestety aż nazbyt długo pozostawały na ogół anonimowe lub przedstawiane w sposób niedokładny, niepełny lub – jak się wydaje – „z niepewną wiarygodnością”. W wielu przypadkach jednak w sposób oczywisty były one niedoceniane, a nawet po prostu przemilczane tak, aby nie dochodziły na wyższe szczeble procesów decyzyjnych. Zdaniem włoskiego jezuity anonimowość niektórych oskarżeń, np. w przypadku matki zatroskanej o swoje dzieci (było to w latach osiemdziesiątych XX w.), jest oddzielnym zagadnieniem, nad którym należy się uważnie pochylić.

O ile słuszne jest żądanie, aby wysuwając zarzuty, wskazywać jednocześnie zawsze na odpowiedzialność sprawcy, to jednocześnie nie można zaprzeczyć, że nieraz bardzo trudno, jeśli wręcz niemożliwe, jest zdobycie się na odwagę postawienia poważnych oskarżeń osobom z autorytetem i władzą, stojącym znacznie wyżej niż oskarżyciel. Oskarżający żywi uzasadnioną obawę, że mogą mu nie uwierzyć lub że spotka się z odwetem. Taki właśnie był przypadek McCarricka. Dlatego słusznie tak oczekiwane Vademecum Kongregacji w sprawie podejścia do przypadków wykorzystywania seksualnego, ogłoszone w swej pierwszej wersji 16 lipca ub.r., wzywa do nieodrzucania automatycznie zgłoszeń anonimowych, ale do rozpatrzenia ich pod kątem wiarygodności. W przypadku wspomnianego listu-anonimu z połowy lat osiemdziesiątych nie ma żadnej dokumentacji w jakimkolwiek archiwum, ale jego autorka – matka – opisała w nim szczegółowo przestępstwa byłego już purpurata i to jej świadectwo rzuca wiele światła na jego postępowanie, na jego podstępność i trudność zdemaskowania go.

Inne problemy były niedocenione, jak np. ogólnie znane jego niewłaściwe zachowanie wobec seminarzystów lub dorastającej młodzieży. To, że w większości przypadków nie dochodziło tam do jednoznacznych stosunków płciowych i że nie uczestniczyli w tym małoletni, w żadnym wypadku nie może usprawiedliwiać długiej tolerancji takich czynów. Być może sprzyjał jej wtedy bardzo dwuznaczny klimat kulturalny wokół relacji między płciami w ogóle, a stosunków homoseksualnych w szczególności. Ale nawet w tym wypadku pozycja władzy arcybiskupa względem kleryków lub młodych księży nadawała wyjątkowy ciężar gatunkowy tym faktom a zarazem ogromnie utrudniała składanie doniesień. Było bardzo prawdopodobne, że dochodziło do nadużywania władzy. Dochodziło do tego jeszcze całkiem naiwne i absurdalne myślenie, że w częstym zachowaniu tego rodzaju mogło chodzić zawsze o prawidłowe więzi bez przekraczania granicy stosunku seksualnego czy granicy wieku wciągniętych w to osób.

Dlatego normy zawarte w papieskim motu proprio Vos estis lux mundi z 9 maja 2019 kładą nacisk na obowiązek powiadamiania przez wszystkich duchownych i osoby zakonne także o swych przełożonych, gdy chodzi o wykorzystywanie seksualne dorastającej młodzieży oraz na tworzenie we wszystkich diecezjach urzędów, w których wszyscy (nie tylko ludzie Kościoła) będą mogli składać bezpiecznie swe doniesienia.

Obawa przed skandalem wywołuje silny negatywny nacisk na tego, kto powinien lub musi poinformować lub na tego, kto ma decydować o działaniu i to też można zrozumieć. Często ktoś woli pomniejszać taki fakt czy to z roztropności, czy w wyniku źle pojętej życzliwości wobec oskarżonego bądź milczeć lub czekać, licząc na to, że sprawa nie wyjdzie na jaw. Tak właśnie było w przypadku McCarricka. Raport watykański opisuje oczywiste zakłopotanie tych, którzy – choć spoczywała na nich wielka odpowiedzialność – nie wiedzieli, jak wybrnąć z sytuacji w obliczu pojawiania się oskarżeń i również dlatego zachęcali do wycofania ich lub dostarczali wiadomości niepełne lub niedokładne, gdy prosili ich o nie wyższe instancje. Ale skutki takich zachowań i zaniedbań, jak wiemy, były tak poważne, że ​​dzisiaj, w świetle zdobytych doświadczeń i świadomości, nauczyliśmy się uważać je za niewybaczalne i karalne – stwierdził ks. Lombardi.

Zwrócił uwagę, że z tego właśnie powodu Vademecum jest narzędziem niezbędnym do tego, aby wszyscy biskupi i inne osoby odpowiedzialne wiedziały jasno, jak postępować w przypadkach przestępstw seksualnych. Dlatego również najnowsze przepisy zobowiązują do zgłaszania nie tylko takich czynów, ale też przypadków ukrywania ich i zaniedbania ze strony kościelnych organów kierowniczych, co także należy uznać za bardzo poważny niedostatek.

Wraz z rozwojem kościelnej kariery McCarricka na najwyższych szczeblach ryzyko skandalu stawało się coraz większe a zastosowanie środków zaradczych z czasem coraz trudniejsze. W końcu dopiero odwaga jednej z ofiar doprowadzenia do odkrycia za pomocą szczegółowego doniesienia pozwoliła podjąć ten problem w całej jego ostrości, gromadząc też inne niesłychanie obciążające świadectwa, i zrozumieć jego wymiary, które nadal były ukrywane. Oprócz nadużyć seksualnych i władzy obejmowały one też nadużywanie sumienia w bardzo ciężkiej postaci wykorzystywania sakramentu spowiedzi – zakończył swój artykuł były rzecznik Stolicy Apostolskiej.

kg (KAI/CC) / Watykan

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama